,,Tajemnica mojej matki''
Rozdział I
Nie mogłem oderwać wzroku od spływających po szybie
kropli deszczu. Wydawało mi się, że gdy tak na nie patrzę wszystko się
zatrzymuje i zapominam o kłopotach. W szkole nazywają mnie kujonem. Nie lubię
tego przezwiska. Trudno byłoby się spodziewać, że komuś na moim miejscu by się
podobało. Mam wiele pseudonimów. Cieszę się, że moja mama dostała awans w
firmie i przeprowadzamy się do Warszawy. Może w nowej szkole będzie inaczej?
Może będę lubiany? Chociaż, gdy myślę o nowej szkole przechodzą mnie ciarki.
Boję się nowego otoczenia ,ale też szkoda mi zostawić mojej drużyny -Ryś Dębe .Jestem w niej kapitanem z czego
wynika mój setny pseudonim ,,Kapitano’’. Czasami zastanawiam się czemu mnie nie
lubią,
ale zawsze dochodzę do tego samego wniosku –muszą mi zazdrościć skoro jako jedyny w
klasie mam czerwony pasek. Wszyscy
nauczyciele nazywają mnie prymusem .Gdy tak patrzałem w okno
dostrzegłem, że zaczęło się przejaśniać. Moja obecna ulica to istny miszmasz.
Mój sąsiad jest ogrodnikiem, ale nie mniej jednak od swojego ogródka kocha
podróże. Co wakacje wyjeżdża z żoną w coraz to dalsze zakątki Ziemi. Poprzednio
byli w Meksyku skąd przywieźli masę roślin. Często bywam gościem u państwa
Zalewskich. To bardzo miłe, starsze małżeństwo. Nie mają dzieci przez co
traktują mnie, sąsiada z naprzeciwka jako swojego syna. W ich ogrodzie można
znaleźć okazy roślin o których nie jeden biolog czy nauczyciel geografii nie
wie. Dużo i ja na tym korzystam pani Hania opowiada mi ciekawe historie z
podróży jakie odbyła z małżonkiem.
Najbardziej zainteresowała mnie ta do Turcji. Do tej pory nie wyobrażałem sobie
że mógłbym mieszkać gdzieś indziej niż na ulicy Kwiatowej. Pani Hania tak
ciepło wspomina ten kraj, gościnność ludzi, kulturę, klimat jaki w nim panuje
oraz masę zabytków począwszy od Efez a skończywszy na Błękitnym Meczecie. Moja
znajomość geograficzna wzniosła się na same wyżyny przez co większość lekcji
geografii to ja opowiadałem pani i klasie co wiem na dany temat. Wszyscy myślą że się tego uczę, że wkuwam po nocach
jakieś smętne informacje o Turcji czy innych państwach o których usłyszałem od
sąsiadki. Obok państwa Zalewskich jest boisko, zwyczajne niczym się nie
wyróżniające. Jest ono cały czas otwarte więc mogę chodzić grać kiedy chcę.
Dalej zaś jest mleczarnia, a raczej jej pozostałości. Mama opowiadała mi
kiedyś, że jak była mała to chodziła tam codziennie rano z koleżanką po mleko
aż pewnego dnia mleczarnia została zamknięta, ponieważ właściciel uznał, że
jest już za stary i sprzedał swój dobytek życia w jakieś nieodpowiednie ręce.
Jej stan jest tragiczny: podrapane ściany, odpadający tynk, wybite okna. Co
roku wójt obiecuje, że wyburzą pozostałości po mleczarni, obiecuje. Jeszcze
dalej znajduje się las, a potem staw do którego chodzę na ryby. Uwielbiam łowić
, pan Leszek, mój sąsiad z naprzeciwka mnie tego nauczył gdy miałem 6 lat. Od tej pory nie
rozstaje się z wędką. Po stronie na której jest mój dom za wiele się nie
dzieje. Mieszkam obok skrzyżowania więc często jestem świadkiem gdy ktoś zaśpi
lub po prostu z głupoty, po pijaku wiedzie do rowu, lub co gorsza w moje
ogrodzenie. Już kilka razy budziłem się nad ranem i wychodziłem na balkon żeby obserwować co się stało. Było to już z
trzy lub cztery razy. Na szczęście jeszcze nikt w tych wypadkach nie zginął. Mój
dom jest dość duży, chociaż mieszkam w
nim sam z moją matką. Moja mama jeżeli
mogę ją tak nazwać pracuje w firmie konsultingowej. Nie potrafię z nią
rozmawiać. Żyjemy razem ale rzadko ze sobą rozmawiamy. Nasze rozmowy
ograniczają się do pytania ,,jak było’’ i odpowiedzi ,,dobrze’’. Sąsiedzi są mi
bardziej bliscy niż matka. Ją interesuje praca i wystrój mieszkania. Do domu
wraca czasami po 22.00 ,więc od powrotu ze szkoły jestem sam przez dobre siedem godzin. Przez tyle lat
przyzwyczaiłem się do samotności. Tak naprawdę to nie jestem sam, ubiegłej
jesieni kotka sąsiadów się okociła i miała, aż 5 kociaków z czego i ja dostałem
jednego. Nazwałem go Rozbójnik, nigdy wcześniej nie widziałem tak ruchliwego
kota raz siedzi na łóżku potem na parapecie a, potem znowu gdzieś indziej.
Rozbójnik najczęściej śpi pod moim łóżkiem gdzie zrobiłem mu wygodne legowisko.
Mój pokój jest dość duży: naprzeciwko drzwi znajdują się drzwi balkonowe, dalej
biurko, szafka nocna, wygodne łóżko z legowiskiem Rozbójnika, szafa. Po drugiej
stronie komoda i telewizor. Pokój ma kolor jasnoniebieski, mój ulubiony.Rozdział II
Nigdy nie lubiłem
spotkań rodzinnych. Zawsze wydawały mi się być straszne, bo moja babcia w najmniej oczekiwanym momencie wyskakiwała z
hasłem ,,wnusiu ależ ty już duży!’’ albo
,,patrz córciu jak ten nasz Aleczek
podobny do ciebie, te ciemne włosy i kasztanowe oczy ‘’. Ja na szczęście
nie widzę mojego podobieństwa do kobiety z którą mieszkam. Owszem jestem
brunetem o ciemnych oczach a ona zaś jest
farbowana ,jej naturalny kolor to blond ,a kolor oczu jasnoniebieski.
Nie wiem jakim prawem mam być no niej podobny skoro nic z niej mnie nie
przypomina. Kiedyś, gdy zapytałem się o tatę, nie odzywała się do mnie przez
miesiąc .Dlaczego ojciec nie mieszka z nami i dlaczego matka nic mi o nim nie
mówi? Czasami myślę że jestem adoptowany ,że Justyna Pietrzak wzięła mnie z
jakiegoś sierocińca z dobroci serca lub
tylko po to żeby mieć z kim jeździć do matki, a ona żeby miała o kim opowiadać koleżankom. Tym razem
to nie my pojechaliśmy do babci tylko ona ostatni raz przed przeprowadzką do
Warszawy chciała nas odwiedzić. Dzisiaj
miał przyjść pan który ma kupić dom. Matka zatrudniła sprzątaczkę, żeby
wysprzątała dom na glanc. Przyszedł pół godziny wcześniej, miałem nie schodzić,
ale moja najukochańsza babunia zawołała mnie i nie miałem wyboru. Mężczyzna okazał się naprawdę spoko. Obejrzał
dom, zachwycał się gustownie zaaranżowanym mieszkaniem, a wychodząc dał mi
kopertę. Była w niej zaliczka za kupno domu. Nie dałbym rady podać do ręki to
matce osobiście więc położyłem kopertę na stole w jadalni. Następnego dnia
koperty nie było, to dobry znak. Wstałem wcześniej niż zawsze i zacząłem się
pakować: ubrania, książki itp. Zajęło mi to około pół godziny. Matka też się
pakowała, więc miałem czas aby pójść i pożegnać się z sąsiadami. Było mi tak
przykro żegnać się z nimi. Około godziny 12 wyjechaliśmy. Podróż trwała sporo
zdążyłem przez ten czas przeczytać książkę i zasnąć. Gdy obudziłem się nie
mogłem uwierzyć, że mamy mieszkać w takim miejscu. Blok miał 8 pięter ,a my
mieliśmy mieszkać na pierwszym. Na zewnątrz panował ruch jak na
Marszałkowskiej. Szkoła znajdowała się jakieś 400 metrów od mojego bloku. Był
ostatni dzień wakacji więc chciałem go wykorzystać jak najlepiej. Zwiedziłem
moją nową ulicę wzdłuż i w szerz. Poszedłem nawet do szkoły była otwarta,
zwiedzałem korytarze. Byłem oszołomiony jej wielkością. Klasy też niczego
sobie. Moja stara szkoła wydawałam mi się w porównaniu do tej nowej, szkoły być
kameralna. Mieszkam teraz na ul. Porannej Rosy, kto to wymyślił? Wróciłem do
domu, spakowałem nowe książki, umyłem się i poszedłem spać. Obudził mnie
Rozbójnik, który zawsze budzi mnie do
szkoły. Przed wyjazdem bałem się ,że matka karze mi go oddać, ale jednak miała
miłosierdzie dla mnie i pozwoliła mi go zatrzymać. W dwadzieścia pięć minut
byłem gotowy aby wyjść. Spojrzałem jeszcze czy samochód stoi pod blokiem. Nie,
nie było już go, widocznie matka musi teraz wcześniej wyjeżdżać, to i lepiej.
Szedłem powoli do szkoły . Dobrze, że wczoraj zrobiłem sobie zdjęcie planu
zajęć . Przydzielono mnie do klasy 1A. W klasie miało być 26 uczniów. Oni w większości się już znali z podstawówki.
Pierwsza miała być religia. Po dzwonku udałem się za resztą klasy pod salę 23
gdzie czekaliśmy na księdza. Lekcja minęła bez problemowo, ksiądz wydał mi się
osobą która lubi młodzież i raczej nie będę miał z nim kłopotów. Druga lekcja
miała być w Sali naprzeciwko czyli w 25. Tym razem czekaliśmy na nauczycielkę w klasie. Weszła,
dumna siebie, rudowłosa polonistka. Zaczęła mówić co od nas wymaga, co będziemy
robić i czego nienawidzi czyli pytania pod koniec roku ,, proszę pani a co mogę
zrobić żeby mieć dwa?’’. Każdego z nas wypytywała o to co lubi a gdy ktoś
powiedział ,,czytać’’, od razu wypytywała go dalej ,,ale co?’’ W końcu ten
demon doszedł z pytaniem co ja lubię do mnie. Odpowiedziałem prawdę czyli , że
lubię grać w piłkę. Ona zbulwersowana usiadła na ławce obok i przyglądała mi
się jakiś czas. Czułem, że zaraz zada mi takie pytanie, że nawet moja matka nie
będzie znała na nie odpowiedzi.
- Czy oprócz grania w piłkę nożną masz jakieś
zainteresowania?
-Lubię czytać programy telewizyjne, a po co to pani do
wiadomości?
-Co, a Słowacki, Mickiewicz ,Krasiński!?
-A kto to?
-Ty niewychowany mały człowieczku jak możesz ich nie znać!?
-Aaaa..Słowacki to ten który zazdrościł Mickiewiczowi! Niee,
nie lubię Słowackiego, wolę Mickiewicza.-–klasa w tym momencie zaczęła się śmiać
Nauczycielka spojrzała się na mnie spod oka i wiedziałem co już zamierza
zrobić. Wstała i szybkim ruchem podeszła do mojej ławki. Wyciągnęła mi z pod
ręki zeszyt i pomaszerowała w stronę swojego biurka. Usiadła i zaczęła coś pisać w moim zeszycie .Widać,
że była bardzo zdenerwowana . Z perspektywy czasu żałuję, że tak powiedziałem.
Od tej chwili pani Longina Zając stała się dla mnie niemiła. Obrała sobie mnie
za cel aby uprzykrzać mi życie do końca gimnazjum .Wielka fanka J .Słowackiego
mieszkała nawet na jego ulicy. Reszta lekcji upłynęła bez zarzutów. Wracając do
domu spostrzegłem, że chłopak z mojej klasy biegnie za mną, zatrzymałem się.
Okazało się, że on też mieszka na ulicy Porannej Rosy. Pojechaliśmy razem na
rowerach na boisko znajdujące się po
drugiej stronie miasta. Łukasz opowiadał mi o tym co słyszał o polonistce. Nie
zdziwiłem się , to rude wcielenie czarta wyłaniało się na korytarzu w najmniej
oczekiwanym momencie. Minął już tydzień. Pani Longina staje się już nie do
wytrzymania. Lekcje polskiego to istne pole minowe. Teraz wolę się nie odzywać,
bo w głowie demona nie wiadomo co siedzi. W odróżnieniu od polskiego polubiłem lekcje wosu. Pan Podolski prowadził
je bardzo ciekawie. Na dzisiejszą lekcje pan zapowiedział, żebyśmy przynieśli
swoje zdjęcia z dzieciństwa i zdjęcie zrobione niedawno. Każdy z nas wychodził
na środek i opowiadał coś o sobie. Ku mojemu zdziwieniu pan podszedł do mnie i
wpatrywał się w moje zdjęcia jakiś czas ,a potem na mnie. Nie wiedziałem o co chodzi,
aż po chwili powiedział, że przypominam mu siebie z dzieciństwa .To prawda pan
Podolski pomimo tego że był po trzydziestce miał dziecięce rysy twarzy. Jego
kasztanowe oczy wraz z ciemnymi włosami tworzyły w mojej głowie portret ojca
jakiego sobie wyobrażałem. Po lekcji mężczyzna podszedł do mnie i zadał mi
kilka pytań. Wyciągnął portfel i ku
mojego jeszcze większego zdziwienia zobaczyłem malutkie zdjęcie mojej mamy.
Widać, że zdjęcie nie było najnowsze, ale za to od razu zrozumiałem co ma
na myśli. A co jeśli to prawda, a co jeśli to mój ojciec?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz